Marek Wojciechowski
>> druga strona psychologa
When The Levee Breaks…
Posted by w dniu Luty 16, 2011
Pewnie nie będę oryginalny – lubię filmy braci Coen. I nie dlatego, że ostatnio zrobiła się na nie jakaś moda. Głównie za sprawą Prawdziwego Męstwa. Nie, choć western jest naprawdę przedni, o czym słów kilka skreśliłem tutaj. Lubię ich filmy za sprawą, no właśnie – realizmu otulonego w magii? Chyba tak…
To niezwykłe jak swoim obrazom potrafią nadać klimat surowej prawdy o człowieku, o tym, co w życiu ważne, co czyni prawość ale też o tym, co zabija i strąca w otchłań piekła. Jest w filmach braci jakiś sens, w zasadzie nadzieja, że ten ostateczny ład, może też i przeznaczenie – czekają na nas i jeśli będziemy tylko dość zdeterminowani, ów porządek na nas spłynie. Może ochroni, może ocali nas…
Z klimatem ich filmów niezwykle współgra mi Psalm 23 >> Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Czyż duch tych słów nie unosi się nad Fargo, To nie jest kraj dla starych ludzi, Bracie gdzie jesteś, Ladykillers czyli zabójczy kwintet, Big Lebowski, czy wspomnianym westernem?
W to wszystko wpisuje się też muzyka, pozornie tylko trywialnie rockowa. Muzyka, której kolejne warstwy znaczeń, metafor i słów, są dopełnieniem tego, co nazwałem realizmem otulonym magią…
Comments are closed.